background
logotype
image1 image2 image3

Sierotka - maskotka

Znakomita aktorka Irena Kwiatkowska gościła w „Domu nad łąkami".

- Parę słów o sobie bym powiedziała - niby nieśmiało rozpoczęła bohaterka wieczoru, drobna kobieta z krótkimi włosami i starannym makijażem, ubrana w ciemną suknię. - Urodziłam się z ojca i matki w cichej sypialni, przypadek jak państwo widzicie nierzadki, jak odbywa się to przejście łzawe każdy odgadnie, pan Żeromski opisał to bardzo dokładnie.

Koniec życiorysu brzmiał: - Rosłam sobie powoli... darłam się jak licho opętane, oto i wszystko. Kto by pomyślał, że kiedyś zostanę taką artystką.

 

Irena Kwiatkowska odwiedziła Muzeum im. W. i Z. Na-łkowskich w Wołominie dzięki Pawłowi Rozbickiemu, który akompaniuje aktorce w Teatrze Polskim w spektaklu „Zielona Gęś". Na krótki, zbyt krótki recital Kwiatkowskiej złożyły się utwory-perełki, zarówno wierszem, jak i prozą, poczynając od nieco zmienionej „Zbrodni to niesłychanej" a kończąc na „Idylli maleńkiej takiej".

Zdolna, lecz mała i niepozorna

Niezwykle bogatą biografię artystyczną Ireny Kwiatkowskiej przedstawiła nad wyraz szczegółowo dyrektor muzeum Marzena Kubacz.

-  Zachowała się w kronikach taka opowieść, jak w 1932 roku zgłosiła się do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej szczupła panienka w skromniutkim paltociku i szkolnym berecie, a na uwagę, że egzamin bardzo trudny odpowiedziała z pewnością siebie: ja zdam, ja jestem komiczka.

Choć zdała z pierwszą lokatą, w szkole nie wróżono Kwiatkowskiej kariery. Mistrz Zelwerowicz mówił ponoć: zdolna, lecz mała i niepozorna, nie rzucająca się w oczy i jakże tu dla niej znaleźć rolę?

Obawy okazały się przedwczesne, po studiach najpierw młodą aktorkę zatrudnił Jarosy i Gali, potem były propozycje znaczących ról w teatrach Poznania i Katowic.

- W „Balladynie" grałam Chochlika i pamiętam taką kwestię, która była dla mnie najważniejsza. Gdy Balladyna woła Chochliku, Chochliku, to on mówił na to: już się zaczyna ta praca.

W 1939r. wróciła do rodzinnego miasta, do Warszawy, zgłosiła się do służby sanitarnej, a w czasie okupacji pracowała jako pomoc kuchenna i kosmetyczka. Przy takich to obowiązkach odnalazł Kwiatkowską Leon Schiller. W niezadługo potem wojna się skończyła, a o aktorkę upomniało się radio. Niemal równocześnie rozpoczęła się współpraca z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim.

Numer się trzyma, a ja razem z nim

Z Gałczyńskim łączyła aktorkę wielka przyjaźń, ba, poeta uznawał Irenę Kwiatkowską za doskonałość i zgadzał się na wszelkie poprawki w swoich wierszach. Napisał dla niej wiele monologów, wierszy, piosenek, stworzył Sierotkę - maskotkę i Hermenegildę Kociubińską. Razem, aktorka i poeta, tworzyli najmniejszy teatr świata, „Zieloną gęś" prezentowaną początkowo w krakowskim kabarecie „Siedem kotów". W tymże kabarecie Kwiatkowską miała nadany przez Mariana Eile tytuł pierwszej gwiazdy. A nad sceną wisiał tam napis - cytat, jakże pasujący do jednej z późniejszych ról aktorki: Pracujcie, cudów nie ma.

- Co ja będę mówiła. „Siedem kotów" trwało krótko, jeden sezon, potem przenieśliśmy się do Warszawy. Krótko to było, ale numery pozostały na długo. Choćby ta Sierotka. W Sierotce to trochę pomogłam Gałczyńskie-mu. Napisał wierszyk, zręczny i krótki, a ja powiedziałam, że nie umiem wierszy mówić. Ale uczyli mnie w szkole teatralnej, jak to powinno z wierszem być. Najpierw powinna być introdukcja, potem intryga i pointa. I ja bym chciała taki utwór, żebym mogła go grać, żebym była postacią. Gał-czyński genialnie zrozumiał, o co mi chodziło. Miałam co grać, do tej pory numer o Sierotce jest w moim repertuarze i jakoś się trzyma, a ja razem z nim.

Wszystko się podoba

Jako Hermenegilda Kociubińską gwiazda wieczoru najpierw stwierdziła: - Boże mój, jakież zimne piersi mam, zawsze tak przed wyborami - co wywołało głośny śmiech obecnych w muzeum, a następnie wygłosiła taką poradę:

„Jeśli pani pragnie
by mąż kochał goręcej,
proszę kupić ćwierć kilo
wątróbki cielęcej,
pokrajaną cebulką
przyprawić do woli
dodać nieco pieprzu,
odrobinę soli
po czym, zdjąwszy uprzednio
z twarzy makijaż
przyrządzoną maseczkę
polożyć na twarz
trzymać ją tak z godzinkę,
aż cerę uzdrowi
po czym zdjąć ją,
usmażyć i podać mężowi.
Niezmiernie na urodzie
zyska pani osoba
Polakowi gdy syty,
wszystko się podoba."
 

Kwiatkowską w reklamie Po przygodzie z krakowskim kabaretem Irena Kwiatkowską wróciła do Warszawy. Grała na najlepszych scenach stolicy, współpracując jednocześnie z kabaretami „Szpak" i Dudek" oraz Kabaretem Starszych Panów. W tym ostatnim była tajemniczą hrabiną Tułbaczewską, która śpiewała: „Katuj, tratuj, ja przebaczę ci wszystko jak bratu." Na dłużej „osiadła" aktorka w Teatrze Syrena i tam w 1992r. świętowała osiemdziesiąte urodziny.

Dzięki prowadzącej spotkanie Marzenie Kubacz dowiedzieliśmy się, że choć nikt nigdy nie widział Ireny Kwiatkowskiej w reklamie, to jednak aktorka w reklamie wystąpiła. W 1938r. w reklamie Komunalnej Kasy Oszczędności zatytułowanej „Szczęście Antka". Był to zresztą jedyny przed wojną występ Kwiatkowskiej przed kamerą, u boku Stanisława Sielańskiego.

Aktorka tak wspomniała tamto zdarzenie:

- Za tę reklamówkę dostałam straszną naganę od prezesa związku zawodowego artystów. Już nie mogę powtórzyć, jak on to nazwał, ten występ, ale tak mi dał, że więcej już nie wystąpiłam w żadnej reklamówce. Ale wszyscy, którzy występują, mogą być spokojni, bo ten prezes już się trochę uspokoił.

Wydarzył się cud

Wszystko, co powiedziała i zaśpiewała Irena Kwiatkowską w wołomińskim muzem nagradzane było gromkimi brawami. Szkoda, że ten niepowtarzalny gość zaprezentował tak niewiele ze swojego dorobku, ale z drugiej strony trudno nie zgodzić się z Dorotą Stalińską, która powiedziała: - Pani Irena jest jak Tina Turner, nie do zdarcia.

Pogodna, życzliwa, z ogromnym poczuciem humoru i rzeczywiście „nie do zdarcia" choć nie zatańczyła na bufecie i nie zaśpiewała jak Makosia z „Hallo Szpic-bródka" nogi, nogi, nogi roztańczone.

Tak wielu bukietów kwiatów nie otrzymał jeszcze żaden gość „Domu nad łąkami". Największe od dyrektor Marzeny Kubacz i burmistrza Pawła Solisa.

Burmistrz wręczył kwiaty w imieniu wszystkich mieszkańców Wołomina, ze słowami: - Pani mówi, że cudów nie ma, a dzisiaj w Wołominie ten cud się wydarzył.

Odśpiewanie „stu lat" Irena Kwiatkowską skwitowała krótko:

- Wy nie wiecie, jak niewiele mi brakuje do stu lat.

Kobieta pracująca, aktorka doskonała, gwiazda śpiewająca:

„Jestem sierotka, maskotka, idiotka taty nie ma, mama w Kopenhadze cóż ja na to poradzę?"

Wieści Podwarszawskie

Share
2017  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template