background
logotype
image1 image2 image3

Wspomnienia o Zofii Nałkowskiej, Warszawa 1965, s. 106-108


 „Po śmierci Wacława Nałkowskiego panie Nałkowskie przeniosły się na Górki. Zima spędzana na wsi nie przedstawia się wesoło. Dom na Górkach, opisywany tak pięknie wiele razy przez Zofię, był znacznie skromniejszy w rzeczywistości. Dojazd z Warszawy przez Pragę do Wołomina czy przystanku Kobyłka dość uciążliwy. Wyrzuconym się było wśród piaszczystej przestrzeni karłowatych zarośli, pomiędzy dróżki prowadzące na wzgórze do domu. Stał on wśród sosen, tynkowany na biało, pierwsze piętro miało małe balkoniki ogrodzone deskami rżniętymi w deseń. Wejście prowadziło po paru schodkach z prawej strony do wnętrza.

Na dole, poza kuchnią, była jadalnia, pokój Zofii i pracownia rzeźbiarska Hanny. Ściany bielone prostym białym wapnem zaznaczały schludność. Obrazów niewiele, ale wszystkie w jakiś sposób cenne – portrety obu sióstr czy reprodukcje dobrych zagranicznych płócien. W pokoju Zofii stał wysunięty na środek fortepian. Kolor miał brązowy, kształt wydłużony, świadczący, że powstał w epoce bliskiej Chopinowi. […] Pamiętam jedną wczesną wiosnę. Smutki mojej młodości, a może i radości kazały mi przyjechać, ażeby zaznać ciepła przyjaźni. Śniegiem pokryte pola były milsze moim oczom niż latem, kiedy zdradzały swe ubóstwo. […] Zdziwiłam się, że drzwi domu zastałam zamknięte. Ktoś mi wyjaśnił, że panie są na ślizgawce. U podnóża ogrodu woda łąk zakrzepła w taflę. Mrok nadawał jej barwę błękitną. Wśród rozległej pustki owego stawu krążyły trzy wysokie postacie. Panie Nałkowskie holendrowały znakomicie. […] Kwiat japońskiej wiśni, wiele gałęzi przywiezionych przez mnie, dużo sprawił tu radości. Różowe rózgi w wazonie stały na fortepianie. Poproszono mnie, żebym grała, przeważnie sonaty Mozarta, ale też i zbanalizowaną „Wiosnę” Griega. Zostałam wtedy na noc – małe pokoje na górze przeznaczone były dla gości, skromniejsze, ale jeszcze bardziej zaciszne. W pracowni Hanny Nałkowskiej znajdowało się wiele jej rzeźb. Uśmiechała się siedząca na stołu „Kasia” ze świetnie uchwyconym zażenowaniem wieśniaczki. Obok stała nieduża „Ewa”, patynowana na kość. Parę głów męskich, popiersie Montwiłła, Łukasiewicza, filozofa, dużo zaczętych prac – a w rogu monumentalna postać rycerza w zbroi. […] Była to rzeźba, która dostała pierwszą nagrodę na ogólnopolskim konkursie, a później odlana w brązie stanęła na grobie Wacława Nałkowskiego. Wiotka i wysoka Hanna Nałkowska chodziła wśród tych postaci w białym fartuchu, z dłońmi pełnymi miękkiej, żółtej gliny. […] Rozstając się ze zwierzętami, po wieczornej herbacie spędzałam długie godziny u Zofii. Jej pokój tu był surowy bielonymi ścianami, pozostawionymi może przez pietyzm dla ojca, Wacława Nałkowskiego. Meble proste i tylko konieczne harmonizowały z wiejskim otoczeniem. W tej prawie celi powstawały pełne ornamentyki stylu powieści Zofii Nałkowskiej, jak „Węże i róże”, „Lustra”, „Koteczka, czyli białe tulipany”. Kontrast bibelotów słowa ze skromna ramą rzeczywistego tu życia stawał się aż znamienny. Przeciwstawiano marzenie, czar miłości konkretnej formie niewesołego tu bytowania. Z rodziny przebywała najczęściej w „domu nad łąkami” siostra pani Anny, Janina Wróblewska, zupełnie do Anny niepodobna. […] Do Górek przyjeżdżała także stateczna, piękna, zawsze milcząca babka Zofii, matka pani Anny Nałkowskiej. Zofia uczyniła ją potem jedna z głównych postaci w „Domu kobiet”.

H. M. Dąbrowolska, Spojrzenie wstecz,

(w:) Wspomnienia o Zofii Nałkowskiej, Warszawa 1965, s. 106-108

 

Share
2020  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template