background
logotype
image1 image2 image3

Wspomnienia o Zofii Nałkowskiej, Warszawa 1965, s. 39-41

„Jechało się koleją do Wołomina, a potem pieszo przez łąki do niewielkiego domku na wzgórzu. […] Dom ten wydał mi się wówczas, istotnie, jak zaczarowany. Trzy piękne, wysokie panie o podobnych do siebie niskich melodyjnych głosach. Trzy piękne panie: matka i dwie córki, każda inna, każda w swoim rodzaju pełna niezwykłego uroku.

Matka, pani Anna, o której wiedziałam już przedtem, że to z jej podręcznika uczą się dzieci geografii, ciemnowłosa i jak gdyby surowa, a przecież pełna ciepła dla ludzi, patrzyła na nas z tak serdecznym uśmiechem, że znikła cała nieśmiałość, krępująca nas przy wejściu do nieznanego domu. Obok niej pani Zofia, już wówczas otoczona nimbem sławnej pisarki, urzekała blaskiem swych nieprawdopodobnie niebieskich oczu i czymś, co sprawiało, że od pierwszej chwili budziła głębokie zaufanie. […] Obok niej młodsza jej siostra Hanna, znana już wtedy rzeźbiarka, smukła, popielatowłosa, o subtelnym profilu, jak wyciętym z obrazów tak modnego wówczas malarza Burne-Jonsa. A wnętrze tego domu było równie niezwykłe, jak jego trzy gospodynie. Już w pierwszym obszernym, choć o niskim pułapie, pokoju jadalnym, na wprost drzwi, siedziała na drążku, całkiem bez klatki, niemal na wolności, sowa i wpatrywała się we wchodzących swymi okrągłymi, niesamowitymi oczyma. – To nasza Wunia – powiedziała pani Zofia – dziwi się każdemu, kto wchodzi i tak zabawnie się złości. Pokiwała palcem ptakowi i Wunia, nie wydając żadnego dźwięku, wypuściła wokół szyi coś w rodzaju jasnego boa z piór. – Ta pierzasta kolia to właśnie znak jej wzburzenia – objaśniała pani Zofia. Wunia niejako wprowadziła mnie do domu pań Nałkowskich. I dlatego na zawsze pozostała w mej pamięci. W domu tym były jeszcze i inne stworzenia. Część ich zresztą opisała pani Zofia potem w ślicznej książce „Moje zwierzęta”. Po pięciu pokojach domu na Górkach biegała, kuśtykając, czarna kawka z przetrąconym skrzydełkiem, pod ścianami przemykał się oswojony zajączek, a nad wszystkimi tymi zwierzętami królował jeż. O tym jeżu, który innym zwierzętom wydzierał jedzenie i rządził się jak despota, opowiadano zabawne zdarzenie. Bohaterem jego był wielki rzeźbiarz Xawery Dunikowski, profesor Hanny Nałkowskiej. Pewnego dnia złożył paniom na Górkach wizytę. I wówczas przyszła mu do głowy fantazja, by koniakiem, którym go częstowano, potraktować jeża. Jeż napił się i całkowicie pijany długo zataczał się po pokojach, ku zdumieniu innych zwierząt. Długo opowiadano sobie o tym śmiesznym zdarzeniu na Górkach. Dobre panie Nałkowskie miały jeszcze upodobanie do myszy, które stale odbierały krwiożerczym kotom i potem oswajały. Te oswojone szare myszki miały swoje miejsce w zagłębieniu pod oknami. Czy można się dziwić, że niedorosłym gościom wydawał się ten dom, pełen niezwykłych zwierząt, jakimś zaczarowanym królestwem i że dwa biegające po domu psy, Półmordek, zwany tak dlatego, że pół mordki miał czarnej, a pół białej, i Morus – nie robiły już na nich żadnego wrażenia? […] Takie było moje pierwsze zetknięcie się z niezwykłym domem na Górkach. Ale zostawił on i głębsze wrażenie. Bo kiedy po latach wspominam owe trzy piękne, smukłe panie, o niskich melodyjnych głosach, ujrzane po raz pierwszy w domu, który Nałkowska nazwała później „nad łąkami”, to w klimacie, jaki je otaczał, łączą się one dla mnie z późno młodopolskimi nastrojami. Było w nich coś z owych książek naszej domowej biblioteki: z zeszytów „Chimery”, drukowanych na czerpanym papierze, z tomiku „Wesela” Wyspiańskiego, oprawnego w zgrzebne płótno, przepasane krakowską wstążką, z ozdobników z kosaćców, tak nieodłącznych z tym stylem, czy też z reprodukcji Burne-Jonsa, Böcklina lub Rodenbacha, wiszących na ścianach pokoju. I jeszcze jedno. W tym domu wraz z trzema pięknymi paniami mieszkało wspomnienie tego, który je osierocił – wielkiego uczonego Wacława Nałkowskiego. Jego nagła, okrutna śmierć uczyniła z domu Nałkowskich dom kobiet. Wspomnienie to powracało w każdej rozmowie, w milczeniu, w które zapadała pani Anna, w rzeźbach Hanny, by po latach powrócić jeszcze w pięknej książce o ojcu pisanej przez panią Zofię. […]”

K. Beylin, Domy kobiet, (w:)  Wspomnienia o Zofii Nałkowskiej, Warszawa 1965, s. 39-41

Share
2020  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template