background
logotype
image1 image2 image3

Czesław Miłosz

Czytaj więcej: Czesław Miłosz

Wychowana w kulturalnej rodzinie, córka znanego warszawskiego uczonego i publicysty, Wacława Nałkowskiego, Zofia Nałkowska była w młodości jedną z tak licznych w czasach Młodej Polski sawantek. W publikowanych przed pierwszą wojną światową powieściach, poczynając od Kobiet (1906), popełniała kolejno wszystkie grzechy tej epoki: estetyzm, sztuczność i przedstawianie pozornej głębi psychologicznej. Po pierwszej wojnie chwalono Nałkowską jako najznakomitszą przedstawicielkę powieści psychologicznej i tłumaczono ją na wiele języków. Ale jej najdojrzalszy utwór powstał później. Była to Granica (1935). Cała myśl autorki, która przeszła wszystkie odcienie mód intelektualnych, kolejno następujących po sobie w Europie, doszła w tej powieści do szczytu, ale została tu poddana nowej dyscyplinie.

Czytaj więcej: Czesław Miłosz

Niech Ci nasza ziemia będzie lekką...

Odnaleziony niedawno tekst przemówienia wygłoszonego przez nauczycielkę Stanisławę Bobkowską (1895–1961), która w imieniu mieszkańców Wołomina 22 grudnia 1954 r. żegnała Zofię Nałkowską na cmentarzu Powązkowskim:

Pragnę powiedzieć tu nad grobem wielkiej Nałkowskiej kilka słów w imieniu mieszkańców dawnej osady Wołomin, będącej za czasów carskich miejscem zesłania przestępców kryminalnych, a miastem niezłomnym za czasów okupacji. Obecnie jest to miasto blisko 20–to tysięczne, podniesione przez Polskę Ludową do godności miasta powiatowego, dającego Ukochanej Ojczyźnie zastępy rzetelnie pracujących robotników, młodzieży szkolnej i inteligencji.

Czytaj więcej: Niech Ci nasza ziemia będzie lekką...

Magdalena Goik

Czytaj więcej: Magdalena Goik

Wczesna proza Nałkowskiej to jednak znacznie więcej niż popularny romans. Bohaterki powieści, "panny na wydaniu", poszukują bowiem siebie i własnej przestrzeni, zarówno w wymiarze fizycznym (w sensie dosłownym – własnego pokoju, mieszkania, domu), jak i w wymiarze egzystencjalnym – tej intymnej przestrzeni, gdzie mogą być tym kim chcą. Miejsca, które same według własnych pragnień mogą porządkować i nazywać. Po rozstaniu z Rygierem, Zofia jest już świadomą swego wyboru, zawodową pisarką. Jej status samotnej rozwódki utrzymującej się wyłącznie z pisania nie dawał poczucia stabilizacji, ani emocjonalnej, ani materialnej. (…) Wciąż obawia się, że nie wystarczy jej pieniędzy na codzienne wydatki, często żyła na kredyt pożyczając pieniądze od rodziców. (…) Narzeka także, że jeśli „do jesieni nie skończy powieści, nie będzie miała z czego żyć”. Obawa przed możliwością nie ukończenia pracy związana była z tym, że niełatwo jej było zasiąść do pisania, ponieważ uważała, że codzienność absorbuje człowieka mnóstwem drobnych spraw, a tworzenie wymaga całkowitego zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego. Nałkowska w ogóle uważała, że pisanie przychodzi jej z trudnością, traktowała je jako rzemiosło, choć nie pozbawione pierwiastka duchowego, a nawet czegoś mistycznego, co istnieje poza nią, poza twórcą. Ona sama zaś jest tylko narzędziem czy medium, którego zadanie polega na przekazywaniu.

Magdalena Goik, Zofia Nałkowska [fragm..],
(w:) Magdalena Goik, Kobiety w literaturze,
Warszawa, Bielsko–Biała 2009, s. 81–82)

Czytaj więcej: Magdalena Goik

Sylwia Chutnik

Czytaj więcej: Sylwia Chutnik

„Można wyobrazić sobie przyspieszone bicie serca Zofii, kiedy jako dwudziestodwulatka wchodziła na mównicę w czasie warszawskiego Zjazdu Kobiet w 1907 roku. Atmosfera jest wzniosła, wszak wszystkie zgromadziły się, aby świętować czterdziestolecie twórczości Elizy Orzeszkowej. Rygierowa (bo wtedy już zamężna) staje, patrzy na tłum debatujących kobiet i zaczyna mówić. Najpierw krytykuje starsze koleżanki, że rozmawiają od trzech dni o rzeczach oczywistych, a nie mają odwagi zająć się prawdziwymi problemami. Na przykład „zmianą cenzusu cnoty”. Pierwszy dzwonek prowadzącej obrady przerywający referentce – halo, a cóż to za słownictwo. Ale Zofia mówi dalej. Ze podpisuje się, co prawda, pod nadaniem praw wyborczych i równouprawnieniem w każdej dziedzinie życia, ale wymaga od „porządnych kobiet”, aby zaczęły mówić swoim własnym głosem. I przestały dzielić kobiety. 

Czytaj więcej: Sylwia Chutnik

Agata Tuszyńska

Czytaj więcej: Agata Tuszyńska

Była już przygotowana fałszywa kenkarta, artystycznie – że sam by się takiej roboty nie powstydził – wykonane aryjskie dokumenty, jego nowa tożsamość. Opracowano cały plan. Miał go w Drohobyczu „aresztować” człowiek w mundurze gestapowca i przewieźć w bezpieczne miejsce. Do gajówki w podkieleckich lasach. Nałkowska i jego przedwojenny wielbiciel Truchanowski odnaleźli legendarnego w podziemiu Jura–Gorzechowskiego (jej byłego męża), który miał już za sobą podobną akcję. W przebraniu, wydając rozkazy nienagannym berlińskim akcentem wyprowadził z Pawiaka dziesięciu więźniów skazanych na śmierć. Teraz miał ocalić tylko jednego. I to takiego, który jeszcze nie wie o całej akcji. Trzeba go więc o wszystkim uprzedzić, przygotować na tak nadzwyczajną sytuację. Żeby się nie przestraszył, nie targnął na swoje życie. A najpierw – przekonać do ucieczki.

Agata Tuszyńska
Narzeczona Schulza
Warszawa 2015, s. 173

Wiesław Budzyński

Czytaj więcej: Wiesław BudzyńskiPoczątek lutego w Zakopanem. Schulz przesyła [Zofii Nałkowskiej – dop.] specjalny podarunek: „Od Brunona jego książka przez niego dla mnie ilustrowana i własnoręcznie oprawiona w brązowy jedwab”. 

Ta przesyłka będzie miała dalsze niespodziewane następstwa…

Alfred Łaszowski opowiadał, jak to zazdrosny i wściekły przyjaciel Nałkowskiej – przyszły mąż – Bogusław Kuczyński na jej oczach podarł ów przesłany przez Schulza manuskrypt „Sklepów cynamonowych” z jego rysunkami. Schulz prosił później Łaszowskiego podczas wizyty u Nałkowskiej, aby z nim został, bo on się boi być z Kuczyńskim sam na sam w jednym pokoju. Wyraźnie powiedział, że się boi…

Czytaj więcej: Wiesław Budzyński

2017  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template